Ryszard Petru: Nie wykluczam koalicji z PO

Czytaj dalej
Fot. Andrzej Szkocki
Bogna Skarul bogna.skarul@polskapress.pl

Ryszard Petru: Nie wykluczam koalicji z PO

Bogna Skarul bogna.skarul@polskapress.pl

Wspólne listy z Platformą Obywatelską? To może być jedyny sposób na wygranie z PiS - mówi Petru.

Zapytam o Maderę.

Nie było Madery.

Ale wie pan, że teraz Madera powinna panu być szczególnie wdzięczna. Jak wynika z informacji portali turystycznych, zainteresowanie Polaków wyjazdami na Maderę wzrosło od tego momentu o co najmniej 500 procent.

(śmiech) Nie byłem na Maderze. Byłem w Portugalii. Ten wyjazd, w czasie strajku rotacyjnego w Sejmie, to był błąd. Nie wracam do tego.

A jak to było z „sześcioma królami”?

To było przejęzyczenie. Tak mi się skojarzyło. Święto jest 6 stycznia i z rozpędu powiedziałem „sześciu króli”. Teraz uważam, że jest to nawet zabawne.

W Szczecinie ostro wystąpił pan przeciwko „grzebaniu” przez PiS w samorządowej ordynacji wyborczej.

Nie grzebaniu a gmeraniu.

Teraz to ja się przejęzyczyłam.

Widzi pani. Nie takie rzeczy się zdarzają. A jeśli chodzi o tę inicjatywę PiS w sprawie gmerania w ordynacji wyborczej, to jest bardzo złe jeśli ktoś w danym momencie dostosowuje ordynację wyborczą do swoich potrzeb. Jako Nowoczesna byliśmy już dawno zwolennikami dwukadencyjności również dla posłów i senatorów. To było w naszym programie wyborczym. Mówiłem o tym w Szczecinie ponad dwa lata temu. Celem były dwie kadencje, po to aby posłowie i senatorowie oderwali się od stołków, aby zaczęli inaczej patrzeć na rzeczywistość, a w przypadku szefów samorządów aby nie tworzyli sitw. Natomiast Kaczyński proponuje dwie kadencje wstecz, czyli chce zabrać możliwość kandydowania tym wszystkim, którzy są w tej chwili prezydentami i burmistrzami. Co więcej, u niego to jest środek do celu. Tym celem jest władza za wszelką cenę.

A dwukadencyjność, jaką PIS proponuje, ma być wytrychem. Na coś takiego nie będzie naszej zgody. Nie przyłożymy ręki do żadnych zmian w ordynacji wyborczej Kaczyńskiego, bo nie chcemy zwiększać jego szansy na zwycięstwo. I prawo nigdy nie może działać wstecz.

Dlaczego Jarosław Kaczyński chce tak bardzo zawładnąć także samorządami?

Bo ma dużą chęć władzy. To jest taka chorobliwa chęć władzy. Samorządy to ostatnie miejsce, gdzie nie rządzi. Tymczasem, z tego co widać, Polacy nie chcą PiS w samorządach, szczególnie w dużych miastach, nie chcą prezydentów z PiS. Kaczyński chce więc oszukać Polaków . Chce upolitycznić wybory samorządowe. Dowód? To te pomysły jakie się pojawiają aby połączyć wybory samorządowe z parlamentarnymi. Albo żeby tylko partie mogły startować. To przecież nic innego jak właśnie pomysł na upolitycznienie wyborów, bo przecież wtedy wybory samorządowe w poszczególnych miejscowościach stają się ogólnopolskimi. Robi się w tych miastach PiS kontra opozycja. PiS-owi to na rękę, ale lokalnym społecznościom nie.

W kampanii wyborczej Nowoczesnej pojawił się także postulat dotyczący edukacji. Teraz mamy reformę oświaty według PiS. Co na to Nowoczesna?

Będziemy zbierać podpisy, aby zablokować reformę oświaty, którą proponuje minister Zalewska.

Macie swoje pomysły na edukację?

Oczywiście. One są w naszym programie. Chodzi nam o to, aby szkoła była dostosowana do rynku pracy, aby było w niej mniej wiedzy encyklopedycznej, a więcej wiedzy praktycznej. Musi być ciekawsza i bardziej przyjazna dziecku. Jeżeli wprowadzony zostanie podział na osiem klas szkoły podstawowej i cztery na liceum, to trudno, nie będziemy tego potem zmieniać.

Dlaczego?

Bo musi być przewidywalność. Jesteśmy winni młodym ludziom spokój i mądrość dorosłych i nie wolno ich narażać na ponowny chaos.

A szkolnictwo wyższe?

Na studiach program musi być dostosowany do potrzeb pracodawców. Proponujemy też więcej nauki języka angielskiego na każdym szczeblu edukacji i więcej zajęć, które przygotowują do pracy w grupach. To tak w skrócie.

Jak pan myśli, dlaczego PiS postanowił zreformować także szkołę? To też pomysł polityczny?

Wydaje mi się, że to raczej pomysł ideologiczny. Im chodzi o to, aby zmienić Polaka na takiego, który tak zostanie zmieniony jeśli chodzi o mentalność, że będzie skłonny wybierać grupy nacjonalistyczno-tradycyjne, jak PiS. Dziś na coś takiego nie ma szans. Natomiast indoktrynacja w szkole przez nową historię, zmiana proporcji tego co było ważne na to co jest nieważne, ma spowodować, że wykreowany zostanie nowy młody Polak, który jest zamknięty, jest nacjonalistyczny, jest antyeuropejski, niedouczony, taki, wyborca idealny PIS.

Ten cel można osiągnąć inaczej. Nie trzeba zmieniać całego systemu szkolnictwa.

Ale przy takim chaosie łatwiej tę ideologiczną zmianę przeprowadzić. Jarosław Kaczyński działa przez destrukcję.

Zarządza przez chaos?

Tak - przez chaos i destrukcję.

Wróćmy jeszcze do 16 grudnia. Wraz z Platformą Obywatelską rozpoczęliście protest. Ale w pewnym momencie Nowoczesna się wycofała. Dlaczego?

Myśmy się nie wycofali. Uznaliśmy, wtedy że nie będziemy blokować mównicy sejmowej. Rozpoczyna się posiedzenie Sejmu, Senat na poprzednim przyjął poprawki, przyjął nielegalnie uchwalony budżet i uznaliśmy, że w tym momencie nie ma sensu dalej zostawać s na Sali Plenarnej, bo PiS wziął całą odpowiedzialność za nielegalny budżet. Platforma wyszła dzień później. To cała różnica.

Może Platforma poczuła się trochę opuszczona?

Nie. Proponowałem wspólne wyjście. Platforma nie chciała. To myśmy uznali, że w momencie, kiedy Platforma nie blokowała mównicy senackiej, którą trzeba było blokować, to nie ma sensu abyśmy siedzieli na sali, bo ten protest nie będzie zrozumiały. PiS wziął na siebie nielegalnie przyjęty budżet, więc to on będzie ponosił ryzyko i konsekwencje z tym związane przez najbliższe lata.

Pozostało po tym proteście zupełnie inne wrażenie. Jeśli ktoś wygrał politycznie ten protest, to nie wy, a Platforma.

Opinie na ten temat są bardzo różne. Może to my byliśmy tymi, którzy zablokowali mównicę sejmową i tymi którzy podkreślali, że PIS uchwalił nielegalnie budżet. Platforma była tylko jeden dzień dłużej, ale nie na tej mównicy. Uważam, że mogliśmy to razem skoordynować. Żałuję, że się nie udało.

Według pana jak można wygrać z Jarosławem Kaczyńskim?

To musi być stanowczy protest. To kwestia wyboru między Polską jaką proponuje on, czyli taką tradycjonalistyczną, agresywną, eurosceptyczną i z językiem nienawiści, a Polską nadziei, optymizmu Europy, pracy która daje satysfakcję i godne wynagrodzenie. Polski dobrze zorganizowanej, nie ideologicznej i pogrążonej w chaosie. Do takiej konfrontacji trzeba będzie doprowadzić. Jestem na nią gotowy.

Nowoczesna do tej konfrontacji doprowadzi?

Na pewno chciałbym sam do tego doprowadzić. Ale mam świadomość, że albo będzie potrzeba wspólnych działań opozycji. Ale opozycja musi mieć też wspólny program działania. Różnimy się programowo z Platformą. Nasza partia powstała w kontrze do jej rządów. Aby wygrać z PiS, być może trzeba jednak będzie utworzyć wspólne listy z Platformą. To być może będzie jedyny sposób na wygranie. Jesteśmy w stanie taką koalicję zawrzeć, ponad podziałami.

Widzi pan możliwość dogadania się z Grzegorzem Schetyną?

Uważam, że jeśli będzie taka racja stanu, to tak.

A z PSL-em?

Nie widzę powodu. PSL ma tak skrajnie inne podejście do gospodarki i dla mnie to byłby partner, który byłby bardzo trudny. Poza tym też mają podobne do PiS podejście jeśli chodzi o zatrudnianie znajomych i krewnych. Zupełnie inne niż Nowoczesna i jej idee. Bo to nie chodzi tylko aby wygrać z PiS-em, ale później trzeba rządzić. Z PSL-em nie widzę wspólnych obszarów jeżeli chodzi o gospodarkę. A gospodarka jest najważniejsza.

Jest taka możliwość, że przy następnych wyborach parlamentarnych będą wspólne listy wyborcze opozycji?

Oczywiście, że może być taka możliwość. Racja stanu pewnie nas do tego zmusi. Nie możemy przegrać tych wyborów. Ważne jest tylko to, abyśmy dobierali metody w zależności od sytuacji. Ale na razie wyborów nie ma.

Zbliżają się za to wybory samorządowe. Czy jakaś wspólna taktyka Nowoczesnej i PO jest możliwa?

Na razie nie wiemy jak będzie wyglądała ordynacja. Przy starej chcielibyśmy wystawić własnych kandydatów na prezydentów. Ale każde miasto jest inne. Inaczej przecież wygląda sytuacja w Szczecinie, inaczej w Warszawie. Chodziło będzie o to, aby albo wystawić swojego kandydata, ale takiego, który wygra, albo poprzeć kandydata sensownego, np. bezpartyjnego, albo wejść do takiej koalicji, która wygra. To się wydaje działanie rozsądne i sensowne. Proponowałem też PO - taki układ, w którym uznajemy, że w drugiej turze, kiedy startują nasi kandydaci popieramy siebie nawzajem.

A jak to będzie w przypadku Szczecina?

Nie chcę na razie składać żadnych deklaracji.

Z pana wizytą w Szczecinie zbiega się też wizyta ministra Marka Gróbarczyka, który zapowiedział powstanie stoczni w Szczecinie. Co pan na to?

Mam poważne wątpliwości, czy w ten sposób utworzy się nowe miejsca pracy. Lepiej byłoby aby o te pieniądze mogły ubiegać się różne firmy już dobrze działające. Oceniam to jako działanie propagandowe. Nie chodzi bowiem, aby wydać pieniądze i wybudować na bieżące potrzeby dwa promy, ale aby stworzyć firmę, która będzie miała kolejne zamówienia A z tego co wiem to PŻB potrzebuje promów teraz a nie za cztery lata.

Bogna Skarul bogna.skarul@polskapress.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2024 Polska Press Sp. z o.o.