Kidawa-Błońska: W tej chwili priorytetową sprawą jest budżet

Czytaj dalej
Fot. Adam Jankowski
Dorota Kowalska

Kidawa-Błońska: W tej chwili priorytetową sprawą jest budżet

Dorota Kowalska

- Mamy wiele spraw, które musimy zacząć procedować równocześnie, bo nie można marnować czasu. Dlatego jestem pewna, że w najbliższych miesiącach Sejm i Senat będą intensywnie pracować - jest dużo do naprawienia i wyjaśnienia, a trzeba to zrobić, by móc zacząć budować dobrą przyszłość Polski- mówi Małgorzata Kidawa-Błońska, marszałek Senatu

Pani marszałek, gdyby była pani posłanką, zagłosowałaby pani za wotum zaufania dla nowego rządu Mateusza Morawieckiego?

Zagłosowałabym przeciwko temu rządowi.

Dlaczego?

Ten rząd jest fikcją. Nie ma większości w Sejmie i nie będzie jej mieć w tej kadencji. Wybory wygrała opozycja demokratyczna i to ona stworzy rząd. To, co w tej chwili obserwujemy, to przedłużanie czasu, by zagarnąć kolejne pieniądze i stanowiska dla swoich. Ten dwutygodniowy rząd Mateusza Morawieckiego zapisze się w polskiej historii, jako przykład politycznego i ustrojowego zepsucia. Pogodzić się z porażką i odejść też trzeba umieć. Oni tego nie rozumieją.

W tym rządzie połowa ministrów to kobiety. Jest pani zdziwiona?

Gdyby to nie był fałszywy rząd, ale taki, który ma szansę na sprawowanie władzy, to mogłabym nawet pokusić się o pochwałę takiej decyzji. Ale prezes Kaczyński, który ogłosił się autorem tego składu rządu, w swoim stylu wykorzystał kobiety do celów czysto partyjnych. Nowe ministry nawet nie będą mieć szansy na zaprezentowanie swoich priorytetów, planu działania czy pomysłów na funkcjonowanie resortów. Nie będą mogły się wykazać. PiS znów wykorzystało kobiety.

Pani koledzy i koleżanki z Sejmu podnoszą, że PiS przez osiem lat nic dla kobiet nie zrobiło, a teraz wykorzystuje je w sposób instrumentalny, bo to one będą twarzą porażki rządu Mateusza Morawieckiego. Pani się z tą opinią zgadza?

Zgadzam się. Ten rząd przez osiem lat odkładał sprawy kobiet na dalszy plan. Powiem więcej - podejmował decyzje, które bardzo negatywnie wpłynęły na jakość życia Polek. Przypomnę, że przez zaostrzenie prawa aborcyjnego w szpitalach zmarły kobiety, a podczas protestów w obronie swoich praw były atakowane i bite. Teraz, na potrzeby udowodnienia swojej opowieści, że jest się otwartym, Mateusz Morawiecki zaprasza kobiety do współpracy. W jego dwutygodniowym rządzie nie będą mieć szansy na wykazanie się, ale za to już zawsze w swoim politycznym życiorysie będą mieć udział w tej farsie.

Zachodnie media nazywają powołanie nowego rządu Mateusza Morawieckiego „kabaretem”, „rządem zombi”, w podobnym tonie wypowiada się część polskich mediów. Dlaczego, pani zdaniem, premier Morawiecki podjął się tej misji, bo najprawdopodobniej jego rząd wotum zaufania nie dostanie?

To straceńcza misja premiera Morawieckiego służąca jednemu - daniu szansy jego partyjnym kolegom na odprawy, dodatkowe pieniądze i przeniesienie na stanowiska, na których liczą, że może ukryją się przed wymiarem sprawiedliwości. Ten czas jest im potrzebny na ewakuację, a premier Morawiecki swoją twarzą to firmuje. Obserwują to ludzie na całym świecie i trudno się dziwić, że tak oceniają tę farsę. Tu już nie chodzi o to, żeby sprawować władzę, bo PiS w ostatnich tygodniach sam abdykował i nie pracuje. Tu chodzi wyłącznie o pieniądze i interesy poszczególnych ludzi, a nie o sprawy naszego kraju i Polaków.

Tylko zastanawiam się w kontekście zbliżających się wyborów samorządowych, czy to się wizerunkowo Zjednoczonej Prawicy opłaca?

Przed wyborami samorządowymi PiS ma bardzo słabą pozycję. Sami na to zapracowali. Przez osiem lat politycy tej partii pokazali, jaki mają stosunek do samorządu i społeczności lokalnych. Dzielili samorządowców na lepszych i gorszych. Pamiętamy słynne czeki wręczane popieranym przez nich włodarzom. To nie umknęło mieszkańcom, którzy wystawią im w tych wyborach odpowiedni rachunek. PiS w tej chwili nie walczy już o swój wizerunek. Oni walczą o przetrwanie. Chodzi im o to, aby przez najbliższe lata przeżyć jakoś w opozycji.

Wiele wskazuje na to, że współpraca przyszłego rządu sejmowej większości z prezydentem Andrzejem Dudą nie będzie łatwa. Prezydent Duda podczas wystąpienia w Sejmie mówił, że będzie strzegł tego, co zrobiła Zjednoczona Prawica przez ostatnie osiem lat, że będzie wetował ustawy. Jak sobie pani wyobraża tę współpracę?

Bywało już tak, że premier był z innego obozu politycznego niż prezydent, a mimo to polityka rządu była realizowana. Nie będzie to łatwe, ale jestem spokojna o skuteczność partii opozycyjnych, które wygrały wybory.

Wiele osób podkreśla, że przyszły rząd to rząd złożony z polityków zarówno lewicowych, jak i bardziej konserwatywnych, że wiele was dzieli. Jak zamierzacie współpracować, realizować swoje obietnice wyborcze?

Koalicję tworzą partie o różnych programach politycznych, ale jest wiele spraw, które nas łączą. Mamy zbieżne priorytety - przywrócenie praworządności, naprawa edukacji, systemu ochrony zdrowia, przywracanie pozycji Polski na arenie europejskiej, rozliczenie afer odchodzącego rządu. Umowa koalicyjna pokazała nasze cele, które będziemy wspólnie realizować. Dlatego jestem przekonana, że ten rząd będzie silny i trwały.

Ale w pewnym momencie dojdziecie do kwestii światopoglądowych, jak chociażby sprawa aborcji i co wtedy?

W tych sprawach dałabym wszystkim posłom i senatorom możliwość zagłosowania zgodnie z własnymi przekonaniami.

I wyjdzie, czarno na białym, jak wiele was różni!

Nie jesteśmy monolitem. Nie ukrywamy tego, co nas różni, ale będziemy szukać porozumienia i starać się przekonać do poparcia danego rozwiązania.

Pierwsze posiedzenie Sejmu, pierwsze posiedzenie Senatu - wicemarszałkami nie zostali kandydaci Prawa i Sprawiedliwości. Dlaczego?

Sprawowanie funkcji Marszałka czy Wicemarszałka Sejmu lub Senatu to odpowiedzialność za całą Izbę. Osoby, które zajmują te stanowiska, muszą traktować Sejm czy Senat jako całość, a nie patrzeć wąsko - jedynie poprzez pryzmat własnego ugrupowania politycznego. Pani marszałek Witek wielokrotnie udowadniała, że dba wyłącznie o interes PiS. Przypomnę choćby częste kary dla posłów opozycji, a także słynną reasumpcję głosowania.

Osoba, która ma stać na straży Regulaminu Sejmu, a sama go łamie, nie może liczyć na zaufanie parlamentarzystów. Senator Pęk obrażał senatorów opozycji i zachowywał się wobec nich agresywnie. Porównał ich do rosyjskich agentów.

Został za to ukarany przez komisję etyki. Mimo to, nie wycofał się ze swoich słów, nie przeprosił senatorów. Nie ma gwarancji, że w obecnej kadencji będzie traktować wszystkich senatorów z szacunkiem. Dlatego nie może liczyć na nasze zaufanie.

Tak tylko, wyborcy Prawa i Sprawiedliwości pomyślą sobie, że po prostu się mścicie!

To nie jest zemsta. To przywracanie standardów. Każdy z nas swoim życiem, zachowaniem pokazuje, jakim jest człowiekiem. Wybory na wicemarszałka Sejmu czy Senatu nie sprowadzają się wyłącznie do akceptowania propozycji poszczególnych partii. Cała Izba musi taką osobę uznać za godną tego stanowiska. Przy okazji chciałabym przypomnieć, że senatorowie z PiS nie oddali głosu na kandydatów na wicemarszałków z innych partii.

Widzi pani wśród senatorów Prawa i Sprawiedliwości takich, którzy mogliby się znaleźć w prezydium Senatu?

Miejsce dla przedstawiciela PiS cały czas czeka. Im szybciej klub zgłosi nową kandydaturę, tym szybciej prezydia będą mogły zacząć pracować w pełnym składzie.

Jedne z pierwszych decyzji Sejmu to decyzja o powołaniu sejmowych komisji śledczych w sprawie wyborów kopertowych, Pegasusa, afery wizowej. Przeciwnicy sejmowej większości powiedzą: zamiast działać, wprowadzać w życie zmiany, których chcieli wasi wyborcy, zajmujecie cię rozliczaniem Zjednoczonej Prawicy. Nie boi się pani takich zarzutów?

Sejm i Senat pracują. Przyjęta została ustawa o refundacji in-vitro. Naprawiamy zaniechanie rządu w sprawie niedzieli handlowej w Wigilię. Rozliczenie też jest ważne, bo nie można budować pozytywnych zmian, dopóki ci, którzy złamali prawo, nie poniosą konsekwencji. Jeżeli sprawy, które bulwersowały opinię publiczną, nie zostaną wyjaśnione. W trakcie kampanii nie było spotkania ani rozmowy z Polakami, podczas których nie padłoby stwierdzenie: „Rozliczcie, posprzątajcie, każdy, kto zawinił, musi ponieść za to karę”. Tu nie chodzi o zemstę. Powtórzę: jeżeli ktoś łamie prawo, łamie Konstytucję i ponosi tego konsekwencje. Dlatego te komisje są bardzo potrzebne. Chodzi o to, aby pokazać, że w naszym państwie nie ma przyzwolenia na takie działania.

W umowie koalicyjnej piszecie między innymi o zmianach w wymiarze sprawiedliwości, o zmianach w mediach publicznych. Jak zamierzacie je przeprowadzić, skoro na większość tych zmian potrzebna jest zgoda prezydenta czy Rady Mediów Narodowych?

Jesteśmy zdeterminowani, by przeprowadzić zmiany, do których zobowiązaliśmy się przed naszymi wyborcami. Niezależnie od tego, jak bardzo jeszcze przez kolejne dni PiS będzie betonował instytucje państwa, my uporządkujemy te sprawy. W kraju demokratycznym potrzebne są media, które będą realizować misję publiczną. Przywrócimy je Polakom, mimo desperackich działań odchodzącej władzy. Jesteśmy do tego przygotowani. Szkoda tylko czasu, bo te zmiany mogłyby się już dziać.

Jedna z pierwszych spraw, którą zajął się Sejm, jest kwestia refundowania z budżetu państwa procedury in vitro. Pani zdaniem słusznie?

To projekt obywatelski, który został złożony w zeszłej kadencji Sejmu. Przypomnę, że podpisało się pod nim pół miliona osób. Bardzo chciałabym, by była to jedna z pierwszych ustaw, która wejdzie w życie w nowej kadencji. To będzie symboliczny znak, że przywracamy to, co PiS zabrał ludziom. Przecież jedną z ich pierwszych decyzji było zamknięcie programu in vitro. W zapowiedziach wszystkich partii opozycyjnych pojawiła się deklaracja, że ten problem trzeba rozwiązać i przywrócić refundację. Uważam, że to słuszna decyzja. Nawet 1,5 mln par w Polsce boryka się z problemem niepłodności, a program in vitro daje im szanse na posiadanie dziecka, bez względu na status materialny.

Czym powinien zająć się Sejm w pierwszej kolejności? I przyszły rząd?

Na pewno priorytetową sprawą jest budżet. O wielu pilnych zmianach mówił już Donald Tusk i na pewno powie o tym w swoim expose: przywracanie praworządności, zapewnienie Polakom bezpieczeństwa, nowoczesna i wolna od polityki edukacja - to podstawowe kwestie. Mamy wiele spraw, które musimy zacząć procedować równocześnie, bo nie można marnować czasu. Dlatego jestem pewna, że w najbliższych miesiącach Sejm i Senat będą intensywnie pracować - jest dużo do naprawienia i wyjaśnienia, a trzeba to zrobić, by móc zacząć budować dobrą przyszłość Polski.

Pani zdaniem Donald Tusk będzie dobrym premierem?

Nie mam co do tego żadnych wątpliwości. To najwłaściwsza osoba na ten trudny czas. Donald Tusk potrafi ludzi jednoczyć wokół poszczególnych projektów, jest odważny, a w dzisiejszych czasach odwaga będzie bardzo potrzebna.

Ale Donald Tusk jest także osobą kontrowersyjną, nielubianą, najdelikatniej mówiąc, przez polityków i wyborców Prawa i Sprawiedliwości. To chyba nie będzie pomagało przyszłemu rządowi chociażby w rozmowach ze Zjednoczoną Prawicą i prezydentem?

To, że PiS nie lubi Donalda Tuska, wiadomo nie od dziś. Jest dla nich zagrożeniem. Stąd ten obrzydliwy atak na niego w mediach tzw. publicznych. Przecież hejt, który się z nich sączy, jest inspirowany przez władzę.

Wśród przyszłych ministrów rządu sejmowej większości wymienia się między innymi Borysa Budkę, Bartłomieja Sienkiewicza, Radosława Sikorskiego, Marcina Kierwińskiego, Władysława Kosiniaka-Kamysza - polityków bardzo doświadczonych. To doświadczenie będzie ważne?

Mamy bardzo trudną sytuację, nie tylko w naszym kraju, ale i na świecie. To jest czas, który trzeba wykorzystać na jak najszybsze odbudowanie i uporządkowanie tego, co zniszczył PiS, a następnie przygotować miejsce na nowe projekty. Do takich działań trzeba doświadczonych, wytrawnych polityków.

Chce pani powiedzieć, że to będzie rząd tymczasowy, rząd, który, jak to mówią w Sejmie, posprząta po PiS-ie? Że po roku, dwóch zmieni się skład Rady Ministrów?

Zmiany w składzie Rady Ministrów to uprawnienie premiera. To także wynik rozmów z koalicjantami. Sprawy personalne są mniej ważne niż zadania, które przed nami stoją.

Myśli pani, że mamy jeszcze szansę na pieniądze z KPO?

Zwycięstwo opozycji demokratycznej Europa przyjęła z przekonaniem, że odzyskała partnera do rozmów. Zaczynamy nowy etap w relacjach z Europą, a właściwie wracamy do głównego stołu decyzyjnego, przy którym głos Polski się liczy. Zapewniam, że wkrótce Polacy zaczną korzystać ze środków z KPO.

Pani zdaniem, możliwa jest współpraca między przyszłym rządem a Zjednoczoną Prawicą w Sejmie i w Senacie?

Na początek liczymy na współpracę przy wyjaśnianiu ich afer i rzetelne zeznania na posiedzeniach komisji śledczych. Jeśli skoncentrują się na rozwiązywaniu tych spraw, to będziemy rozmawiać.

A jak będzie?

Czas pokaże, ale dziś mam wrażenie, że politycy PiS wciąż nie mogą uwierzyć w to, co się stało. Nie odnajdują się na Wiejskiej, są zagubieni, bo to nie oni już podejmują decyzje. Niektórzy zdają się nawet nie akceptować tego, co robi ich rząd.

Słyszy pani od polityków Prawa i Sprawiedliwości, że im się nie podoba to, co się dzieje, nie podoba im się misja tworzenia rządu przez Mateusza Morawieckiego?

W Senacie słyszę takie głosy.

A jak odbierają to wyborcy, jak pani myśli?

Patrzą na to z niedowierzaniem i niesmakiem. Sądzę, że nawet wyborcy PiS nie rozumieją, co się właściwie dzieje. Nie rozumieją, dlaczego Jarosław Kaczyński, który jest twórcą pomysłu tymczasowego rządu Mateusza Morawieckiego, nie był na zaprzysiężeniu tego rządu. Nie bardzo są w stanie odnaleźć się w tym wszystkim. A wyborcy po stronie demokratycznej widzą, że to agonia odchodzącej władzy. Agonia w bardzo złym stylu.

Wracając do wyborów 15 października, nie była pani zaskoczona frekwencją wyborczą? Była najwyższa historii!

Wiedziałam, że frekwencja będzie wysoka, ale i tak przerosła moje najśmielsze oczekiwania. Byłam bardzo pozytywnie zaskoczona. Polacy pokazali, że nie jest im wszystko jedno, interesują się wyborami i świadomie podejmują decyzję, na kogo oddadzą głos. Im bliżej terminu wyborów, tym silniej odczuwało się atmosferę mobilizacji i przebudzenia. Widziałam zaangażowanie kobiet, entuzjazm młodych, organizowanie się Polaków za granicą, świetne akcje społeczne. To musiało się udać.

Jak Pani myśli, czemu Polacy tak masowo 15 października poszli do urn wyborczych?

Dlatego, że chcą żyć w normalnym kraju, w którym mogą się czuć wolni, w którym nikt nie zagląda im do domów, w którym mogą robić to, co uważają za słuszne. W kraju, w którym edukacja jest na wysokim poziomie i którego nie muszą się wstydzić. Polacy po tych ciemnych i złych latach chcieli normalności, wolności, szacunku.

Podczas tych wyborów bardzo zmobilizowali się ludzie młodzi, ale też kobiety, które liczniej niż zazwyczaj poszły do urn. Myśli pani, że kobiety czuły się przez rząd Zjednoczonej Prawicy lekceważone?

Nie tylko lekceważone, ale także upokorzone i zagrożone. Odebrano im poczucie bezpieczeństwa i godności, naruszono prywatność. Nie tylko im, ale także ich córkom i wnuczkom. Polki pokazały, że mają tego dość. Chcą zmian. Wykazały się odwagą nie tylko na protestach, ale także potem mobilizując się, żeby pójść na wybory. Walka o wolność, o prawa człowieka, jest ważna także dla młodych ludzi. Po raz pierwszy poszli na wybory czasami nawet ci, którzy mówili, że to nie ma sensu. Teraz poczuli, że ich głos ma znaczenie, bo chcą być w Unii Europejskiej, chcą mieć swobodę przemieszczania się, wyboru, nauki i pracy.

Jakby pani chciała zorganizować pracę w Senacie? Co pani chce w tym Senacie zrobić?

Senat w ostatnich latach dobrze ułożył swoje reguły działania, nie trzeba wiele zmieniać. Trzeba stworzyć senatorom dobre warunki do pracy w komisjach. Dać czas, żebyśmy mogli pracować merytorycznie, otworzyć się na dyskusję, debaty i konsultacje. Przed Sejmem dużo intensywnej pracy, a jako Senat chcemy być merytorycznym wsparciem, byśmy wspólnie dbali o jakość stanowionego prawa. Taki będzie w tej kadencji Senat: merytoryczny i otwarty na dyskusję oraz stronę społeczną.

Także Szymon Hołownia mówi o otwarciu Sejmu, o tym, że konsultacje społeczne będą przeprowadzane. Pani uważa, że to ważne, aby Sejm i Senat były otwarte chociażby dla organizacji pozarządowych, dla ludzi, którzy będą chcieli w nim dyskutować?

To bardzo ważne i pierwszym symbolem otwarcia Sejmu było zniknięcie barierek. Bolało, kiedy miejsce, które powinno być sercem polskiej demokracji otoczone zostało murem. Kiedy byłam Marszałkiem Sejmu w ogrodach sejmowych odbywały się seanse filmowe, na które mógł przyjść każdy. Sejm był otwarty dla wszystkich. Po tych ośmiu latach izolacji, czas na przywrócenie parlamentu obywatelom, a konsultacje z ekspertami i organizacjami pozarządowymi będą normą.

Myśli pani, że współpraca między Sejmem i Senatem, którym pani kieruje, będzie się układała dobrze?

Jestem pewna, że tak będzie i tak powinno być zawsze, niezależnie kto organizuje prace danej izby.

Dorota Kowalska

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2024 Polska Press Sp. z o.o.