Chaotyczny projekt nowelizacji ustawy wiatrakowej podważa społeczne zaufanie do całego procesu transformacji

Czytaj dalej
Fot. Krzysztof Kapica
Anita Czupryn

Chaotyczny projekt nowelizacji ustawy wiatrakowej podważa społeczne zaufanie do całego procesu transformacji

Anita Czupryn

Wokół energetyki wiatrowej – jak każdej nowej technologii – powstało wiele mitów i obaw, co jest zrozumiałe. Wdrażanie nowych technologii powinno być dobrze komunikowane w społeczeństwie, tutaj tego zabrakło. Ostatni ruch z próbą liberalizacji ustawy mógł jeszcze dodatkowo zaszkodzić nastrojom społecznym – mówi Alicja Jankowska, redaktorka serwisu Energetyka24.com.

Jak Pani ocenia zawirowania związane z projektem ustawy, który miałby wprowadzić zmiany w przepisach dotyczących energii wiatrowej? Przypomnę, że projekt wpłynął do laski marszałkowskiej 28 listopada, teraz mówi się, że będzie wycofany. Jaka jest Pani opinia dotycząca głównych celów i założeń tej ustawy?

22.05.2016 kosina wiatraki farma wiatrowa energia alternatywna zielony prad fot krzysztof kapica
Materiały prasowe Alina Jankowska, redaktorka serwisu Energetyka 24.com; wcześniej młodsza analityczka w organizacji fact-checkingowej – Stowarzyszeniu Demagog. Absolwentka technologii chemicznej na Politechnice Warszawskiej, międzywydziałowych studiów ochrony środowiska na Uniwersytecie Warszawskim oraz globalnego biznesu w Szkole Głównej Handlowej. Głównie zainteresowana tematyką zmiany klimatu.

Projekt nowelizacji ustawy dotyczącej odległości lokalizowania farm wiatrowych od zabudowań złożony przez posłów KO i Polski2050 to nie najlepszy start nowej większości parlamentarnej w przeprowadzanie transformacji energetycznej Polski. Wzbudził on wiele kontrowersji i obaw, przede wszystkim o rzekome wywłaszczenia pod budowę instalacji wiatrowych. Postulował wprowadzenie minimalnej odległości turbiny wiatrowej od zabudowań na poziomie 300 m dla wiatraków cichych (hałas poniżej 100 decybeli) oraz 2 kilometry dla tych głośniejszych. Odległość 300 metrów miałaby też dotyczyć parków narodowych i rezerwatów. Tak mała odległość od obszarów ochrony przyrody przeczy standardom ochrony środowiska. Zdarzają się kolizje ptaków z łopatami turbin wiatrowych. W przypadku gatunków rzadkich i chronionych każda śmierć osobnika to duża strata dla całej populacji. Ponadto wywołuje to swego rodzaju konflikt. Z jednej strony mamy ochronę klimatu poprzez redukcję emisji gazów cieplarnianych sektora energetycznego dzięki stosowaniu energii wiatrowej. Z drugiej – ochronę szerzej rozumianego środowiska, przyrody, rzadkich gatunków. Te dwa tematy nie powinny być rozdzielane. Zdrowe, żywe ekosystemy wspierają nas w utrzymywaniu równowagi klimatycznej. Cięcie emisji nie powinno odbywać się więc kosztem przyrody.

Początkowo zaproponowane poprawki do projektu to: zwiększenie odległości od zabudowań do 500 m, poprawa ochrony obszarów cennych przyrodniczo oraz doprecyzowanie kwestii rzekomych wywłaszczeń.

Chodziło o to, aby było jasne, że ustawa pozwala tylko na prowadzenie podziemnych kabli przez działki mieszkańców. Mimo, że ustawa odległościowa wymaga liberalizacji, to nie powinna być przeprowadzana w pierwotnie zaproponowany sposób.

Jak to jest w innych krajach?

Można chyba powiedzieć, że odległość 500 metrów to standard europejski – wiele krajów ustanowiło właśnie taką odległość, na przykład Francja, Hiszpania Portugalia, Litwa czy Grecja. Bardziej liberalne są Włochy, w których minimalną odległość ustanowiono na poziomie 4H od miasta i 200 metrów od domów. W Rumunii to 300 metrów od pojedynczych domów, a jeśli jest ich więcej – już 300 metrów. Z kolei na Węgrzech to 1000-2000 metrów. Zostało już potwierdzone, że prace nad projektem tej ustawy nie będą kontynuowane do czasu utworzenia nowego rządu. Co przyniesie nam nowa władza? Na razie możemy tylko czekać i obserwować.

Ustawa dotycząca energetyki wiatrowej jest bardziej zależna od polityki czy od rzeczywistych potrzeb środowiskowych i energetycznych kraju?

Projekt nowelizacji ustawy dotyczącej lokalizacji instalacji wiatrowych miał odpowiadać na potrzeby energetyczne kraju. Ustawa w obecnej formie, ustanawia minimalną odległość od zabudowań na poziomie 10H, czyli dziesięciokrotności wysokości wiatraka razem z łopatą wirnika. Biorąc pod uwagę, że średnia wysokość takiej turbiny to 150-200 metrów, daje to odległość 1,5-2 kilometra. Blokowało to prawie całą powierzchnię kraju pod budowę wiatraków ze względu na stopień i rodzaj urbanizacji Polski. W marcu tego roku przepisy zostały nieco zliberalizowane – w szczególnych przypadkach zezwolono na odległość 700 m. Nie zmieniło to sytuacji w znaczącym stopniu i wciąż potrzeba zmiany tej ustawy, by odblokować potencjał lądowej energetyki wiatrowej. Branża i samorządy postulowały wcześniej odległość 500 m, uznając ją za optymalną.

Jakie są najczęstsze mity, które dotyczą energii wiatrowej? Jak wpływają na społeczne podejście do technologii?

Wokół energetyki wiatrowej – jak każdej nowej technologii – powstało wiele mitów i obaw, co jest zrozumiałe. Wdrażanie nowych technologii powinno być dobrze komunikowane w społeczeństwie, tutaj tego zabrakło. Ostatni ruch z próbą liberalizacji ustawy mógł jeszcze dodatkowo zaszkodzić nastrojom społecznym.
Pierwszą, zasadniczą obawą jest możliwość negatywnego wpływu na zdrowie. Pewna lekarka z USA, Nina Pierpoint, żona działacza antywiatrakowego, ukuła termin syndromu turbiny wiatrowej. Przeprowadziła „badanie” bardzo słabej jakości – przez telefon rozmawiała z 25 osobami, również związanymi z ruchem antywiatrakowym, o ich dolegliwościach związanych z mieszkaniem w pobliżu wiatraków. Od nich otrzymała też informacje o 15 innych domownikach, z którymi nie rozmawiała nigdy. Według niej syndrom miałby objawiać się szeregiem dolegliwości – m.in. bólami głowy, nudnościami, problemami z koncentracją i snem. Są to objawy powszechne w społeczeństwie, wywoływane przez mnóstwo różnych czynników. „Badanie” nigdy nie zostało opublikowane w recenzowanym czasopiśmie naukowym. Analizy ekspertów z całego świata nigdy nie wykazały istnienia takiego syndromu.
Druga sprawa to choroba wibroakustyczna. Ta jednostka chorobowa istnieje i polega na nieprawidłowym rozroście kolagenu i elastyny, co prowadzi do choroby ogólnoustrojowej. Wywoływana jest dźwiękami o niskiej częstotliwości, infradźwiękami, które emitują też wiatraki. Jednakże badania Polskiej Akademii Nauk wykazały, że już w odległości 500 m od turbiny wibracje są na poziomie nieodczuwalnym nawet przez osoby szczególnie wrażliwe na ten efekt.

Podnoszona jest też kwestia epilepsji.

Owszem. Ale aby efekt migotania cienia, czyli rzucanie cienia przez obracające się łopaty wirnika, był uciążliwy dla osób cierpiących na padaczkę światłoczułą, muszą wystąpić jednocześnie trzy czynniki. Po pierwsze, łopaty muszą obracać się z odpowiednią prędkością. Po drugie, światło słoneczne musi być wystarczająco jasne. Ponadto osoba musiałaby patrzeć bezpośrednio na turbinę, a słońce powinno znajdować się za wiatrakiem, aby taki efekt był możliwy. Jeśli chodzi o refleksy świetlne powstające przy padaniu promieni słonecznych na łopaty, efekt ten jest minimalizowany przez użycie specjalnych farb.

Jakie są Pani wnioski?

Obawy, których występowanie jest całkowicie zrozumiałe, zestawione z faktami i danymi, wydają się nieuzasadnione. Mimo to takie mity wciąż pojawiają się w przestrzeni publicznej. Dopóki się pojawiają, dopóty cierpliwe trzeba je tłumaczyć. Dobrze by było, gdyby taką edukacje prowadził rząd systemowo – tak jak to robił w przypadku energetyki jądrowej. W tym momencie poparcie dla niej w Polsce to ponad 80 procent. Na pewno nie pomagają akcje tego typu, jak chaotyczny i najwyraźniej mało przemyślany projekt nowelizacji ustawy wiatrakowej – podważa on zaufanie społeczne do całego procesu transformacji.

Jednym z częstych argumentów jest pytanie, jak zapewnić ciągłość dostaw energii wiatrowej, uwzględniając niestabilność jej produkcji?

Energetyka wiatrowa ze swej natury nie zapewnia ciągłości dostaw energii, ponieważ jest to źródło pogodozależne. Dlatego też nikt nie planuje oprzeć polskiego systemu energetycznego tylko na tym źródle, ani też w połączeniu z innymi niesterowalnymi źródłami. Muszą być one w jakiś sposób stabilizowane. Pierwszy, na razie w praktyce niemożliwy, to stosowanie wielkoskalowych magazynów energii. Nie jest to jeszcze na tyle dojrzała technologia, by o niej dzisiaj myśleć. Drugi to wspieranie systemu stabilnymi i sterowalnymi źródłami. Na ten moment w warunkach polskich jest to energia węglowa, w przyszłości ma być jądrowa.

Czy można określić obiektywny poziom uciążliwości dźwięku generowanego przez turbiny czy zależy on od subiektywnego odbioru społeczeństwa?

Hałas emitowany przez elektrownie wiatrowe nie jest szkodliwy dla zdrowia człowieka, ale można go określić jako uciążliwy czy dokuczliwy. Jest to kwestia subiektywna. Ponadto zależy też od warunków pogodowych – jeśli wiatr wieje od turbiny w naszym kierunku, hałas jest oczywiście bardziej odczuwalny.
W odległości 300 m od turbiny hałas jest na poziomie 35-45 decybeli. Jest to niewiele więcej niż lodówka, a wciąż mniej, niż polska norma hałasu drogowego uśredniona dla 8 godzin, czyli 56 decybeli. Co ciekawe, badania wykazują, że samo negatywne nastawienie do turbin wiatrowych może już powodować pewne dolegliwości wśród osób mieszkających w ich pobliżu.

Co dają aktualne możliwości recyklingu turbin wiatrowych? Jak minimalizować wpływ na środowisku podczas ich usuwania i przetwarzania przestarzałych wiatraków?

Około 90 procent komponentów większości turbin wiatrowych – czyli stalowa wieża, przekładnie i zespół generatora oraz betonowy fundament – może zostać bez problemu poddana recyklingowi. Do niedawna problem stanowiły łopaty turbin ze względu na ich skład materiałowy, trudno było rozdzielić pojedyncze „składniki”. Obecnie mamy już gotowe technologie, które sobie z tym radzą. Niedługo będą otwierane pierwsze fabryki zajmujące się tymi procesami na dużą skalę, m.in. w USA.

A jeśli chodzi o ślad węglowy energetyki wiatrowej a tradycyjne źródła energii – jesteśmy w stanie to porównać, biorąc pod uwagę cały cykl życia?

Czasem słyszy się, że produkcja wiatraka powoduje większe emisje gazów cieplarnianych niż spowodowałaby energetyka węglowa w przeliczeniu na jednostkę wyprodukowanej energii. Jest to nieprawda. W całym cyklu życia, a więc biorąc pod uwagę także etap produkcji, energetyka wiatrowa ma ślad węglowy 90 razy niższy niż energetyka węglowa i 40 razy niższy niż gazowa, zgodnie z danymi podawanymi przez Departament Energii USA.

Jakie są rzeczywiste zagrożenia związane z produkcją lodu na łopatach wiatraków – jak można skutecznie minimalizować to ryzyko?

Odkładanie lodu na łopatach i później odrywanie kawałków i wyrzucanie ich na pewne odległości jest możliwe, ale zdarza się bardzo rzadko. Ponadto rzadko te odłamki ważą więcej niż 200 g oraz rzadko wędrują na odległość dalszą niż 100 m. Ryzyko wciąż istnieje. Zwróciłabym uwagę na inną kwestię. Każda technologia energetyczna niesie ze sobą pewne ryzyko. Ponieważ potrzebujemy energii, musimy zastanowić się, jaki poziom ryzyka jesteśmy w stanie zaakceptować. Energetyka wiatrowa powoduje rocznie 600-800 razy mniej zgonów w przeliczeniu na jednostkę wyprodukowanej energii w porównaniu do energetyki węglowej (opartej odpowiednio na węglu kamiennym i brunatnym). Według analizy przeprowadzonej przez Uniwersytet Harvarda w 2018 r. z powodu zanieczyszczeń spowodowanych spalaniem paliw kopalnych zmarło 8 mln osób – 18 proc. wszystkich zgonów globalnie. Należy więc rozważyć, co jest dla nas korzystniejsze. Wniosek chyba jest prosty.

Które innowacje w dziedzinie energii wiatrowej mogą przyczynić się do zwiększenia jej efektywności i akceptacji społecznej?

Energetyka wiatrowa to technologia, która już teraz ma ekonomiczny sens i zapewnia tanią, czystą energię. Jednocześnie jest ona stosunkowo młoda i cały czas dynamicznie się rozwija, bo takie są potrzeby rynku, to wymuszają regulacje. Wciąż pracuje się nad poprawą jej efektywności, na minimalizacji szkodliwości dla zwierząt latających czy ograniczaniu hałasu. Wszystko to powinno przyczyniać się do zwiększania akceptacji społecznej. Równolegle prowadzone są dalsze badania na temat potencjalnego wpływu wiatraków na zdrowie ludzi i zwierząt. Chociaż już dużo wiemy, warto jest np. badać oddziaływanie turbin w długim okresie. Regulacje mogą być ciągle poprawiane w miarę rozwoju naszego zrozumienia tych zjawisk tak, aby zapewnić możliwie najbezpieczniejszą na ten moment energię zgodnie z najnowszą wiedzą naukową.

Jeśli chodzi o Polskę, to jak wypadamy na tle innych krajów jeśli chodzi o stosowanie energii wiatrowej ? Czego możemy się nauczyć z doświadczeń innych państw?

W Polsce 10 procent elektryczności produkujemy z wiatru. Średnia europejska to 16 procent. Trudno jest jednak porównywać się z innymi krajami Unii Europejskiej, ponieważ panują w nich różne warunki pogodowe. Jeśli chodzi o instalację nowych mocy wiatrowych, w 2021 roku byliśmy na 12 miejscu w UE, co jest całkiem niezłym wynikiem. Kraje UE mają dowolność kształtowania swojego miksu energetycznego. Ważne jest, aby osiągnąć poziom produkcji elektryczności z OZE w wysokości 42,5 procent w 2030 r. na poziomie europejskim, zgodnie z planem REPowerEU.

Czy istnieją zrównoważone metody ochrony dzikiej przyrody, ptaków w miejscach, gdzie planuje się instalację wiatrowych turbin?

Jak wspomniałam, faktem jest, że dochodzi do kolizji zwierząt latających z łopatami turbin wiatrowych – ptaków, nietoperzy czy owadów. Jednakże na ten moment brakuje nam szeroko zakrojonych badań, które oceniałyby wpływ tych zdarzeń na stan całej populacji. Wiatraki zmieniają też bowiem siedliska i szlaki migracyjne.
Warto jednak zauważyć, że na przykład dla ptaków większym zagrożeniem są szklane budynki czy ekrany akustyczne, z którymi się one zderzają. Ponadto z łap kotów wolnożyjących rocznie ginie kilka razy więcej ptaków niż w wyniku kolizji z wiatrakami. Obecnie pracuje się nad rozwiązaniami, które minimalizowałyby prawdopodobieństwo takich zdarzeń. Opracowano już np. system ostrzegawczy, który wykrywa ptaki i nietoperze w pewnej odległości od wiatraka i emituje sygnały ostrzegawcze. Ponadto norwescy naukowcy ustalili, że przemalowanie jednej łopaty na czarno minimalizuje ilość zgonów ptaków o 70 procent.

A może lepiej farmy wiatrowe budować na morzu, zamiast na lądzie?

Dobry miks energetyczny, zapewniający bezpieczeństwo energetyczne i ciągłość dostaw, to miks zdywersyfikowany, czyli oparty na różnych technologiach. Dlatego też potrzebujemy zarówno morskiej, jak i lądowej energetyki wiatrowej, poza oczywiście innymi technologiami. Polska dużą nadzieję widzi w morskich elektrowniach wiatrowych, i słusznie. Morze Bałtyckie ma duży potencjał do rozwoju tej technologii ze względu na warunki tam panujące – wiatr i odpowiednią głębokość morza. Jeśli chodzi o lądową energetykę wiatrową, czyli onshore, najlepsze warunki dla niej występują w województwie zachodniopomorskim. Efektywność turbin wiatrowych w dużym stopniu zależy od ich lokalizacji – muszą tam być optymalne warunki wietrzne. Ogólnie rzecz biorąc, wiatraki powinny być lokalizowane na przestrzeniach otwartych, gdzie przepływ wiatru jest swobodny. Przykładowo wysoki las w odległości 200 m od turbiny znacząco ogranicza ekonomiczny sens jej budowania. Czasem słyszy się, że wiatrak nie jest w stanie wyprodukować tyle energii, ile zostało zużyte na jego wyprodukowanie. Tymczasem w odpowiednich warunkach tego typu „zwrot inwestycji” może nastąpić już w pół roku. W bardzo niekorzystnej lokalizacji może to faktycznie nie nastąpić przez cały cykl życia wiatraka, czyli 20-25 lat.

Anita Czupryn

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2024 Polska Press Sp. z o.o.